Nowy Europejski raport pokazuje, co naprawdę myślą kierowcy o samochodach elektrycznych…

Nowy Europejski raport pokazuje, co naprawdę myślą kierowcy o samochodach elektrycznych…

Najnowszy raport Komisji Europejskiej pokazuje, co naprawdę myślą kierowcy o samochodach elektrycznych…

Jeszcze kilka lat temu wystarczyło wspomnieć o samochodzie elektrycznym podczas rodzinnego obiadu, żeby rozpętać małą wojnę światopoglądową. Prawie jak z polityką. W niektórych rodzinach unika się tego tematu. W wielu do dziś unika się rozmów o elektromobilności.

Ale jeśli już do nich dochodzi, to część osób – najczęściej tych, które nigdy elektrykiem nie jechały – wyciąga dobrze znany zestaw argumentów.

„Za mały zasięg.”

„Nie ma gdzie ładować.”

„Bateria padnie po pięciu latach.”

„Na wakacje tym nie pojedziesz.”

Brzmi znajomo? U Was też tak było? A może nadal jest?

Sam przez lata słyszałem dokładnie te same pytania. Co ciekawe, najczęściej zadawali je ludzie, którzy nigdy nie siedzieli za kierownicą samochodu elektrycznego. Wiedzieli jednak, że od lat zajmuję się elektromobilnością i przejechałem EV tysiące kilometrów – również poza granicami Polski.

Taka była rzeczywistość jeszcze kilka lat temu.

Dzisiaj jednak coś wyraźnie się zmieniło.

I nie są to wyłącznie moje obserwacje z tras przez Czechy, Austrię czy Włochy. Potwierdza je również najnowszy raport European Alternative Fuels Observatory (EAFO), przygotowany na zlecenie Komisji Europejskiej. Ponad trzy tysiące kierowców ze wszystkich państw Unii Europejskiej odpowiedziało na jedno, z pozoru bardzo proste pytanie:

Jak naprawdę postrzegają samochody elektryczne?

Odpowiedzi okazały się znacznie ciekawsze, niż można było przypuszczać

Największym zaskoczeniem nie jest bowiem to, że elektromobilność zdobywa kolejnych zwolenników. To było do przewidzenia.

Prawdziwa zmiana zaszła gdzie indziej.

Europa przestała zastanawiać się, czy samochody elektryczne mają sens.

Jeszcze kilka lat temu dominował etap nieufności. Strach przed nową technologią, powtarzanie mitów i przekonanie, że to chwilowa moda.

Dziś ten etap wydaje się być już za nami.

Coraz więcej kierowców zaakceptowało samą ideę elektromobilności. Około czterech na pięciu respondentów deklaruje neutralny lub pozytywny stosunek do samochodów elektrycznych. To ogromna zmiana mentalna w porównaniu z początkiem dekady.

Nie oznacza to oczywiście, że jutro wszyscy pobiegną do salonów.

Wręcz przeciwnie.

Raport pokazuje coś znacznie ciekawszego

Większość kierowców nie pyta już:

„Czy samochód elektryczny jest dobry?”

Dziś częściej zadaje inne pytanie:

„Kiedy będzie mnie na niego stać?”

I właśnie tutaj dochodzimy do największej bariery.

Nie jest nią już zasięg.

Nie jest nią również infrastruktura.

Największym problemem pozostaje cena.

Dla mieszkańca Niemiec, Holandii czy Danii zakup nowego samochodu elektrycznego jest znacznie łatwiejszy niż dla przeciętnego Polaka. U nas zdecydowana większość transakcji nadal dotyczy samochodów używanych za 20 – 30 tysięcy złotych. Tymczasem nawet najtańsze nowe elektryki kosztują wielokrotnie więcej. Często te kwoty kręcą się wokół 150 czy 200 tysięcy złotych. A używany EV w cenie 20 czy 30 tysięcy? To jak biały kruk… zdarza się ale poszukiwania elektryka w tej cenie, przypominają poszukiwania igły w stogu siana.

Rynek aut używanych powoli się rozwija, ale samochody elektryczne w cenie typowego używanego auta spalinowego, nadal należą raczej do wyjątków niż codzienności – niestety.

I właśnie dlatego Europa coraz częściej rozmawia nie o tym, czy kupić EV, ale kiedy będzie to finansowo możliwe. W sensie – na szeroką skalę.

To bardzo istotna różnica.

Jeszcze dwa czy trzy lata temu niemal każda rozmowa o elektromobilności kończyła się jednym zdaniem:

„Nie ma gdzie ładować.”

Dzisiaj ten argument również zaczyna tracić na znaczeniu. Nie dlatego, że infrastruktura jest już idealna. Daleko jej do tego.

Po prostu rozwija się w tempie, które zaczynają dostrzegać zwykli kierowcy

Publicznych punktów ładowania przybywa praktycznie z miesiąca na miesiąc, a raport EAFO pokazuje, że obawy dotyczące dostępności ładowarek są dziś wyraźnie mniejsze niż jeszcze dwa lata temu. Nadal największym wyzwaniem pozostaje wygodne ładowanie dla mieszkańców bloków i budynków wielorodzinnych, ale kierunek zmian jest bardzo wyraźny.

I tutaj mimowolnie się uśmiechnąłem.

Bo dokładnie to samo obserwuję podczas naszych podróży.

Kilka tygodni temu wracaliśmy z blisko sześciotysięcznej trasy przez Europę.

I wiecie co?

Ani razu nie zastanawialiśmy się, czy znajdziemy kolejną ładowarkę.

To już nie ten etap. Zastanawialiśmy się raczej, przy której warto się zatrzymać. Gdzie wypić dobrą kawę? Gdzie zjeść obiad?

Czy obok jest supermarket albo centrum handlowe, jak choćby świetne galerie w Brnie czy Affi niedaleko Werony, gdzie można zrobić zakupy, odpocząć, skorzystać z restauracji, czystych toalet, a dzieci w tym czasie znajdą własne atrakcje.

Ładowanie przestało być głównym punktem podróży.

Stało się jej naturalnym elementem.

I chyba właśnie na tym polega dojrzewanie rynku.

Technologia przestaje być ciekawostką.

Po prostu zaczyna działać.

Oczywiście przed elektromobilnością nadal stoi wiele wyzwań

Potrzebujemy tańszych samochodów, łatwiejszego ładowania dla mieszkańców bloków oraz większej przejrzystości cen na publicznych stacjach.

Tego nikt nie ukrywa.

Ale patrząc na wyniki raportu EAFO i przypominając sobie rozmowy sprzed kilku lat, trudno oprzeć się wrażeniu, że Europa przekroczyła właśnie bardzo ważny psychologiczny próg.

Samochód elektryczny przestał być egzotycznym eksperymentem dla garstki początkowych entuzjastów. (Tak… przyznajemy, zaliczamy się do tej grupy 😉)

Stał się jednym z realnych wyborów, które kierowcy coraz częściej biorą pod uwagę.

Naszym zdaniem to znacznie ważniejsza zmiana, niż kolejne rekordy sprzedaży czy premiery nowych modeli.

Bo liczby mogą rosnąć i spadać.

Technologie mogą się zmieniać.

Ale kiedy zmienia się sposób myślenia ludzi, bardzo rzadko jest to proces, który da się odwrócić.

I właśnie dlatego uważamy, że elektromobilność weszła w Europie w zupełnie nowy etap.

Nie etap zachwytu. Nie etap walki.

Tylko etap… normalności.

A to najlepsza wiadomość, jaką ten raport mógł przynieść.

Podsumowując? Jednym zdaniem: idziemy w dobrym kierunku.

WhatsApp WhatsApp us