Dlaczego napęd Lucida jest dziś jednym z najbardziej wydajnych na świecie?

Dlaczego napęd Lucida jest dziś jednym z najbardziej wydajnych na świecie?

Dlaczego napęd Lucida jest dziś jednym z najbardziej wydajnych na świecie?

Lucid nie wygrał wcale większą baterią, choć ta jest ogromna, jak na auto osobowe. No dobra Lucidy, nie są też małymi osobówkami, to też trzeba wyraźnie zaznaczyć.

Wygrał fizyką…

Pamiętam, jak kilka lat temu większość producentów ścigała się głównie na liczby. Większa bateria. Większa moc. Większy zasięg. Wszystko miało być większe, jakby tylko pojemność akumulatora decydowała o tym, czy samochód elektryczny jest dobry.

A później pojawił się Lucid.

I nagle okazało się, że można pójść zupełnie inną drogą.

Nie budować największego akumulatora. Ani montować największego silnika. Nie próbować za wszelką cenę pobić konkurencji kolejnym rekordem mocy.

Zamiast tego ktoś usiadł nad kartką papieru i zadał pozornie banalne pytanie.

Co zrobić, żeby samochód po prostu marnował mniej energii?

To właśnie od tej filozofii zaczyna się cała historia Lucida. Rawlinson wiedział co robi. W końcu wcześniej współtworzył teslę Model S. Więc miał porządne podwaliny, jeśli chodzi o wiedzę na temat EV. Musiał to tylko nieco usprawnić.

Peter Rawlinson, jak wspomniałem wcześniej – człowiek odpowiedzialny za rozwój Tesli Model S, od początku powtarzał, że prawdziwa rewolucja nie polega na dokładaniu kolejnych kilowatogodzin do baterii. Największym sukcesem jest sprawić, by każda z nich została wykorzystana możliwie najlepiej. A to nie jest wcale takie łatwe.

Brzmi tylko prosto.

W praktyce oznaczało to zaprojektowanie niemal całego układu napędowego od nowa. I właśnie dlatego Lucid jest dziś tak ciekawy.

Nie dlatego, że jest najszybszy. Nie dlatego, że ma największą baterię. Ale dlatego, że niemal każdy wat energii pracuje tam na rzecz kierowcy. Jest po prostu bardziej i przede wszystkim mądrzej zaprojektowany.

Kiedy patrzymy na samochód elektryczny, najczęściej widzimy baterię.

To naturalne.

Przez lata nauczyliśmy się myśleć, że większa bateria oznacza większy zasięg. To tylko część prawdy.

Wyobraźmy sobie dwóch maratończyków.

Jeden niesie na plecach ogromny plecak pełen wody. Drugi ma mniejszy zapas, ale biegnie znacznie oszczędniej.

Który dobiegnie dalej?

Dokładnie tak samo wygląda to w elektromobilności.

Można zabrać więcej energii.

Albo można nauczyć się jej nie marnować.

Lucid wybrał tę drugą drogę. A dodatkowo ma dużą baterię, co powoduje że te auta mają idealny tandem na pokładzie.

Największą tajemnicą tego samochodu wcale nie jest bateria

Jest nią zespół napędowy.

To niewielki moduł, w którym zamknięto silnik elektryczny, przekładnię, mechanizm różnicowy i falownik.

Na pierwszy rzut oka wygląda niepozornie.

Tymczasem jest jednym z najbardziej upakowanych i zaawansowanych układów napędowych produkowanych seryjnie.

Im mniejsza masa obracających się elementów, im krótsza droga przepływu energii i im mniej połączeń pomiędzy kolejnymi komponentami, tym mniej mamy strat. I właśnie o to chodziło Rawlinsonowi od samego poczatku. O wydajność całego napędu.

To właśnie dlatego inżynierowie Lucida od początku projektowali cały napęd jako jedną zwartą konstrukcję.

Nie jako zestaw kilku osobnych urządzeń.

Każde dodatkowe łożysko. Każde koło zębate czy przewód. Każde połączenie – to niewielka strata energii.

Osobno praktycznie niezauważalna.

Razem potrafią zrobić różnicę odczuwalną podczas każdej podróży.

30 kilogramów wagi i aż 670 koni mocy!!! To prawdziwa potęga marki Lucid. Więcej o technologii opowiada sam Peter Rawlinson

Ogromną rolę odgrywa również architektura elektryczna

Większość kierowców kojarzy system 800 lub 900 V, przede wszystkim z szybszym ładowaniem. To prawda. Ale to tylko jedna z jego zalet.

Przy tej samej mocy wyższe napięcie oznacza niższy prąd.

A niższy prąd, oznacza mniejsze straty cieplne w przewodach, złączach i elementach energoelektroniki.

Fizyki nie da się oszukać.

Straty rosną wraz z kwadratem natężenia prądu.

Dlatego ograniczenie prądu nawet o kilkadziesiąt procent daje zaskakująco duże korzyści.

Mniej ciepła.

Wyższa sprawność.

Lepsza wydajność.

Możliwość stosowania lżejszych przewodów.

To właśnie dlatego coraz więcej producentów przechodzi dziś na architekturę wysokiego napięcia.

Lucid zrobił to bardzo wcześnie i zrobił to w naprawdę dobrym stylu.

Ale nawet najlepszy silnik nie pojedzie bez falownika

To on zamienia prąd stały zgromadzony w baterii na prąd przemienny zasilający silnik.

Jeszcze kilka lat temu większość takich urządzeń wykorzystywała klasyczne tranzystory krzemowe.

Lucid postawił na tranzystory wykonane z węglika krzemu, czyli SiC. Dla przeciętnego kierowcy brzmi to jak detal. Dla inżyniera oznacza prawdziwą rewolucję bo…

Elementy SiC przełączają się szybciej. Generują mniej ciepła. Ograniczają straty energii. Lepiej radzą sobie przy wysokim napięciu.

W efekcie więcej energii trafia do silnika, a mniej zamienia się w temperaturę.

Jeszcze ciekawsza jest sama konstrukcja silnika

Większość osób patrzy na moc. No bo to też jest ważne. Lubimy mieć sporą ilość „kucyków” pod nogą:)

Lucid jednak patrzył przede wszystkim na sprawność.

Dlatego ogromny nacisk położono na ograniczenie strat w uzwojeniach, rdzeniu magnetycznym oraz całym procesie chłodzenia.

Bo właśnie temperatura jest jednym z największych wrogów sprawności.

Im bardziej nagrzewa się miedź, tym większy stawia opór. Im większy opór, tym więcej energii zamienia się w ciepło, zamiast napędzać samochód.

To błędne koło.

Dlatego system chłodzenia w Lucidzie nie jest dodatkiem, działającym od czasu do czasu. Jest integralnym elementem całej konstrukcji. Do tego zaprojektowanym w sposób iście mistrzowski.

Nie chodzi wyłącznie o to, żeby silnik się nie przegrzał.

Chodzi o to, żeby jak najdłużej pracował w zakresie najwyższej sprawności. To właśnie odróżnia bardzo dobry napęd od przeciętnego.

Równie imponujące jest to, czego… nie widać.

Oprogramowanie

W samochodzie elektrycznym komputer nie tylko steruje mocą. On praktycznie przez cały czas podejmuje decyzje.

Jak rozdzielić moment obrotowy, jak sterować falownikiem. W jaki sposób (optymalnie) chłodzić baterię. Jak odzyskiwać energię podczas hamowania. No i chyba najważneijsze – czyli w jaki sposób ograniczyć straty energii. Poza tym jak przygotować akumulator do szybkiego ładowania – bo to też kluczowy aspekt jeśli chodzi o ładowanie.

To tysiące obliczeń wykonywanych każdej sekundy.

I właśnie dlatego dwa samochody wyposażone w podobne baterie mogą osiągać zupełnie inne zużycie energii.

A później dochodzi jeszcze aerodynamika

To temat, który często jest spychany na margines.

Niesłusznie.

Przy prędkościach autostradowych to właśnie opór powietrza staje się największym przeciwnikiem samochodu elektrycznego.

Lucid Air należy do najbardziej aerodynamicznych samochodów produkowanych seryjnie. Nie chodzi wyłącznie o efektowną sylwetkę. Każda linia nadwozia została podporządkowana jednemu celowi.

Zmniejszyć ilość energii potrzebnej do pokonania kolejnego kilometra.

To dlatego przy prędkościach autostradowych różnice pomiędzy dobrze i źle zaprojektowanym samochodem potrafią być naprawdę duże.

I tutaj dochodzimy do czegoś, co chyba najbardziej podoba mi się w filozofii Lucida.

To samochód, który nie próbuje imponować jedną liczbą. Nie opowiada historii o największej baterii. Nie przekonuje, że wystarczy dołożyć kolejne 20 kWh.

On pokazuje coś zupełnie innego.

Że prawdziwa innowacja zaczyna się wtedy, gdy inżynierowie potrafią odzyskać kilka procent tu, kilka procent tam.

Lepszy falownik.

Lepsze chłodzenie.

Mniejsze straty mechaniczne.

Bardziej wydajne uzwojenia.

Wyższe napięcie.

Lepsza aerodynamika.

Każde z tych rozwiązań osobno wygląda niepozornie.

Razem sprawiają jednak, że samochód przejeżdża dziesiątki kilometrów dalej na tej samej ilości energii. I właśnie dlatego od kilku lat z ogromnym zainteresowaniem obserwuję Lucida.

Nie dlatego, że uważam go za idealny samochód. Wiemy wszyscy, że takie nie istanieją. Każdy producent ma swoje mocniejsze i słabsze strony. Najtańsza energia to nie ta, którą udało się zgromadzić w baterii.

Najtańsza energia to ta, której w ogóle nie trzeba było zużyć.

I być może właśnie w tym zdaniu najlepiej ukryta jest odpowiedź na pytanie, dlaczego napęd Lucida uchodzi dziś za jeden z najbardziej wydajnych na świecie. Więcej o tych niesamowitych autach już wkrótce – obserwujcie!!!

Lucid Air pobił rekord Guinnessa – 1 205 km bez ładowania

Lucid Air pobił rekord Guinnessa – 1 205 km bez ładowania

Lucid Air pobił rekord Guinnessa – 1 205 km bez ładowania. Mamy też nasz polski akcent. Bez Guinnessa, co prawda, ale zawsze:)

Na zdjęciu, ekipa bijąca rekord świata, na czele z Umitem Sabanci (trzymający potwierdzenie rekordu – po środku).

Lucid Air Grand Touring, ustanowił nowy rekord Guinnessa dla maksymalnego dystansu przejechanego samochodem elektrycznym bez ładowania, to aż 1 205 kilometrów (ok. 749 mil), pokonując trasę ze St. Moritz w Szwajcarii do Monachium w Niemczech. Miał sporo z górki, ale dystans, to dystans. Z liczbami się nie dyskutuje:)

Dystans o 160 km większy od poprzedniego rekordu (1 045 km), ustanowionego wcześniej przez Mercedesa EQS. Oficjalna trasa obejmowała drogi alpejskie, autostrady i lokalne odcinki w trzech krajach, a jej przebieg był nadzorowany przez przedstawicieli Guinness World Records.

Co na papierze, a co w rzeczywistości?

Trzeba przyznać, że Lucid wygląda bardzo elegancko.

Realny zasięg modelu Air Grand Touring według WLTP to do 960 km – wynik ten potwierdził producent i jest znacznie niższy od uzyskanego podczas próby faktycznego dystansu. „Obniżenie” wysokości trasy o 1300 metrów, z ok. 1 800 m do ok. 500 m n.p.m. (mieli sporo z górki:) – wspierało zdecydowanie rekuperację i przyczyniło się do uzyskania rekordowego wyniku. Tu nie ma co dyskutować. Jak się zjeżdża z wysokich gór, można elektrykiem wykręcić niesamowicie niski wynik. Podróżując często przez takie kraje, jak Austria, Włochy czy Szwajcaria, nie raz przeżyłem elektromobilny szok, kiedy spojrzałem na zużycie auta. Oczywiście szczególnie wtedy, gdy zjeżdżaliśmy ostro w dół. A takie zjazdy potrafią w Szwajcarii dodać nawet kilkadziesiąt kilometrów zasięgu. (Testowane na dwóch różnych modelach Tesli. Model S i X)

Wśród ekspertów pojawiła się uwaga, że wynik osiągnięty w warunkach hypermilingu – wolna, stabilna jazda, wykorzystanie „energetycznych” odzyskujących mnóstwo energii zjazdów – nie odzwierciedla typowej eksploatacji. Czyli przypadku użytkowania auta w normalnych codziennych warunkach.

Polski rekord: Adam Borusewicz przejechał 1000 km bez ładowania

Mamy też nasz lokalny polski rekord. 2 sierpnia 2025 r. polski entuzjasta elektromobilności, Adam Borusewicz z powodzeniem przejechał ponad 1000 kilometrów, na trasie Ustrzyki Dolne – Świnoujście, na jednym ładowaniu Lucid Air. Potwierdzone lokalnie, bez udziału Guinnessa, co prawda ale zakończone sukcesem. A to w końcu jest najważniejsze. Próba ta pokazała, że nawet przy realnych warunkach drogowych i trasie przebiegającej przez całą Polskę, możliwe są dystanse przekraczające 1000 km bez „tankowania” energii. Adam nie szalał z wysokością, aż tak bardzo. Różnica między położeniem Ustrzyk a Świnoujściem, to zaledwie niecałe 500 metrów. Rozciągnięte na przestrzeni przejechanego dystansu, czyli 1000 km.

Co to oznacza?


• Dwa równoległe dowody: światowy rekord Guinnessa – 1 205 km – i polska próba 1000 km w warunkach użytkowych, drogowych, codziennych, z korkami. O czym wspomniał sam Adam.
• Zasięg ponad WLTP: 1 205 km przekroczyło formalny zasięg 960 km o znaczny margines, ale było możliwe dzięki oszczędnej jeździe i korzystnym warunkom trasy.
• Technologia vs realność: rekord pokazał granice możliwości technicznych, ale nie sugeruje, że takie dystanse osiągnie każdy kierowca w mieście czy na autostradzie. Zazwyczaj wskakując na Skę, czy autostradę nie jedziemy 90 km/h. Tylko znacznie szybciej:)
• Przykład lokalny: próba Borusewicza, to przykład sukcesu w polskich warunkach – realnych, drogowych, bez nachylenia trasy rzędu 1300 m różnicy w położeniu n.p.m. Kto wie, gdyby miał on aż tak dużą różnicę wysokości, może również przejechałby 1200 km?

Fakty mówią same za siebie…

Lucid Air Grand Touring, to obecnie jeden z najbardziej zaawansowanych samochodów elektrycznych – z pojemnością baterii brutto 118  kWh, napędem na wszystkie koła i wymiarami klasy premium. Producent podaje zużycie energii na poziomie 13,5 kWh/100 km, oraz szybkie ładowanie DC nawet do 400 km w 16 minut.

Umit Sabanci, który prowadził rekordowy przejazd, ma już na swoim koncie inne próby, m.in. przejazd przez dziewięć krajów bez ładowania, również Lucid Air Grand Touring w 2024 r. Co podkreśla, że jest specjalistą od takich długodystansowych strategii .

Podsumowanie

Lucid pokazał światowej skali osiągnięcie – 1 205 km przejechane bez ładowania i oficjalnie uznane przez Guinnessa. Równolegle w Polsce zrealizowana została lokalna próba – ponad 1000 km z Ustrzyk Dolnych do Świnoujścia, zakończona sukcesem. Oba wydarzenia przemawiają do wyobraźni i podkreślają, że technologiczne granice stają się coraz bliższe realnemu użytkowaniu – choć dla większości kierowców dystanse codzienne będą znacznie krótsze.

Na co dzień raczej nie pilnujemy tego, aby jechać 90 czy 100 km/h. Szczególnie w trasie. Kiedy wpadamy na autostradę nasz prędkościomierz zazwyczaj, wskazuje 130-140 km/h. Choć nawet biorąc pod uwagę tak wysokie prędkości Lucid i tak jest autem, które zadowoli praktycznie każdego kierowcę. Będzie on bowiem w stanie, realnie przejechać ponad 550 – 600 km z prędkościami autostradowymi, a to już jest super wynik jak na elektryka.

Fot: x.comSawyerMerritt, x.comCarReviewExpert

WhatsApp WhatsApp us