EVgo stawia na technologię Tesli… najnowsze SuC V4 obsłużą jedną z największych sieci w USA

EVgo stawia na technologię Tesli… najnowsze SuC V4 obsłużą jedną z największych sieci w USA

EVgo stawia na technologię Tesli… najnowsze SuC V4 obsłużą jedną z największych sieci w USA.

Jeden z największych operatorów ładowarek w USA wybrał najnowszą technologię Tesli. To ważny sygnał dla całej branży elektromobilności.

Przez lata Tesla była kojarzona z zamkniętym ekosystemem. Produkowała własne samochody, rozwijała własne oprogramowanie i budowała jedną z najbardziej niezawodnych sieci szybkiego ładowania na świecie. Superchargery były czymś więcej niż infrastrukturą – stanowiły przewagę konkurencyjną marki. przez całe lata i od kiedy pamiętamy, a zajmujemy się EV już naprawdę długo😉.

Dziś ten obraz wygląda zupełnie inaczej. Choć nie jakoś diametralnie, bo można zaobserwować raczej ewolucję sieci niż nagłą rewolucję.

Najpierw Tesla otworzyła sieć Superchargerów dla samochodów innych producentów. Co niektórych mocno wkurzyło. Następnie standard NACS stał się dominującym złączem ładowania w Ameryce Północnej. Teraz pojawia się kolejny krok, który może mieć równie duże znaczenie dla rynku.

Amerykański operator EVgo rozpoczyna wdrażanie najnowszych szaf zasilających Tesla V4 Cabinet o dużej mocy. Sama sprzedaż technologii innym operatorom nie jest nowością – Tesla robi to od pewnego czasu. Nowością jest jednak fakt, że jeden z największych graczy na rynku publicznego ładowania, zdecydował się wykorzystać właśnie najnowszą generację rozwiązania opracowanego przez Teslę.

To pokazuje, że dziś konkurencja nie patrzy już na Teslę wyłącznie jak na producenta samochodów.

Coraz częściej postrzega ją jako dostawcę technologii. W tym przypadku całkiem niezłych ładowarek o unikatowym wyglądzie i ogromnej wręcz niezawodności. Przez lata jazdy po całej Europie „udało” nam się znaleźć zepsutą stację Tesli tylko raz. W Ljubljanie, przy okazji trasy do Chorwacji. Z bodajże 6 stacji – nie działały aż dwie. Co spowodowało niewielką kolejkę. Od tamtej pory mimo setek ładowań na stacjach Tesli, nigdy nie zdarzyła się już taka sytuacja.

500 kW robi wrażenie. Ale nie to jest najważniejsze

Liczba 500 kW brzmi imponująco i z pewnością będzie pojawiać się w nagłówkach wielu serwisów. Warto jednak pamiętać, że sama moc maksymalna nie jest tutaj najważniejszą informacją.

Obecne modele Tesli – Model 3, Model Y, Model S czy Model X – nie wykorzystują takich wartości. Ich maksymalna moc ładowania wynosi około 250 kW. Oznacza to, że nowe szafy zasilające nie sprawią nagle, że obecni właściciele Tesli, będą ładować samochody dwa razy szybciej.

Po co więc 500 kW?

Odpowiedź jest prosta – infrastruktura powstaje z myślą o samochodach, które będą jeździć po drogach za trzy, pięć czy dziesięć lat, a nie wyłącznie o tych, które kupujemy dzisiaj. Choć i wśród nich pojawiają się już auta, które jeśli chodzi o moce ładowania, potrafią przyjąć tak duże wartości.

Na razie jest ich niewiele, szczególnie na dość zamkniętym rynku amerykańskim, który stara się oprzeć chińskiej inwazji. Jednak zmieni się to w czasie i to dość szybko. Szczególnie kiedy producenci zaczną powszechnie stosować pakiety, takie jak najnowsze BLADE od BYD, czy Shenxing 2 od CATL. Te baterie bez problemu radzą sobie z mocą nawet 1000 kW. A mówi się o zwiększeniu ich możliwości co do mocy ładowania. Co ważne zarówno BYD, jak i CATL to jedni z największych producentów pakietów trakcyjnych do aut EV na świecie. Zatem to, że ich najnowsze baterie trafią do coraz większej ilości aut, jest tylko kwestią czasu.

Coraz więcej producentów rozwija też architekturę 800 V, a nowe platformy są projektowane z myślą o znacznie wyższych mocach ładowania. Tesla przygotowała swoje rozwiązanie właśnie na taki scenariusz. Choć dzisiejsze wersje V4 i ich możliwości wydają sie tylko etapem przejściowym w wyścigu do mocy przekraczających 1 MW.

To nie stacja jest najważniejsza

W wielu publikacjach można przeczytać o „Superchargerach V4”. W praktyce znacznie większe znaczenie mają jednak nowe V4 Cabinets, czyli „szafy mocy”, zasilające stanowiska ładowania.

To one odpowiadają za zarządzanie energią, rozdział mocy pomiędzy poszczególnymi stanowiskami, chłodzenie oraz współpracę z pojazdami o napięciu sięgającym około 1000 V.

Mówiąc prościej – „słupek” (stacja), który widzi kierowca, jest tylko końcówką całego systemu. Prawdziwa technologia znajduje się w szafach zasilających ukrytych na zapleczu.

I właśnie tę technologię zdecydowało się wykorzystać EVgo.

Dlaczego EVgo wybrało Teslę?

EVgo od lat rozwija własną sieć szybkiego ładowania i współpracowało z uznanymi producentami infrastruktury, takimi jak Delta Electronics. Nie była to więc firma, która dopiero wchodzi na rynek i szuka pierwszego dostawcy.

Jeżeli mimo to decyduje się na wdrożenie najnowszego rozwiązania Tesli, oznacza to, że za tą decyzją stoją konkretne argumenty biznesowe.

Nie chodzi wyłącznie o maksymalną moc.

Dla operatorów równie ważne są niezawodność, łatwość serwisowania, inteligentne zarządzanie energią, możliwość rozbudowy oraz stabilność działania całego systemu.

Bo z punktu widzenia kierowcy, dużo większe znaczenie ma ładowarka, która działa za każdym razem, niż taka, która na papierze oferuje rekordową moc, ale regularnie sprawia problemy.

Tesla coraz mocniej wchodzi do świata B2B

Jeszcze kilka lat temu przychody Tesli kojarzyły się przede wszystkim ze sprzedażą samochodów. Całkiem sporo mieli też z ładowania, czyli ze swojej ciągle rosnącej sieci Supercharger. I ten kierunek zdają się właśnie rzowijać coraz szybciej.

Właśnie dziś firma coraz mocniej rozwija działalność energetyczną. Megapacki, magazyny energii, systemy zarządzania energią czy infrastruktura ładowania stają się coraz ważniejszym elementem biznesu.

Sprzedaż technologii Supercharger innym operatorom doskonale wpisuje się w ten kierunek.

To rynek, który może rosnąć niezależnie od wyników sprzedaży samochodów.

Jeżeli kolejne firmy pójdą śladem EVgo, Tesla może stać się jednym z najważniejszych dostawców infrastruktury ładowania na świecie – nawet tam, gdzie kierowcy nigdy nie zobaczą charakterystycznego logo firmy na stacji.

Co to oznacza dla Europy?

U nas w Europie, jak na razie charakterystyczne stacje Tesli znajdziemy tylko na jej osobistych hubach ładowania. Choć jak widać na zdjęciu, Unia Europejska partycypuje w tworzeniu i powiększaniu sieci ładowania tej firmy. Warunkiem dopłat było to, aby sieć Tesli była dostępna dla innych marek aut EV, co stało się faktem w całej Europie.

Na razie współpraca dotyczy Stanów Zjednoczonych, ale trudno zakładać, że europejscy operatorzy nie będą uważnie obserwować efektów tego projektu.

Rynek ładowania rozwija się niezwykle szybko. Coraz większe znaczenie mają nie tylko moc i liczba stanowisk, ale również koszty eksploatacji, niezawodność oraz możliwość łatwego skalowania infrastruktury.

Jeżeli rozwiązania Tesli okażą się bardziej efektywne od konkurencji, zainteresowanie nimi może pojawić się również w Europie.

Nie byłby to pierwszy przypadek, gdy rozwiązanie opracowane przez Teslę wyznacza nowy kierunek dla całej branży.

Podsumowanie na sam koniec!

Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że to kolejny news o coraz szybszych ładowarkach.

Naszym zdaniem znaczenie tej informacji jest jednak znacznie większe.

Nie dlatego, że pojawiło się 500 kW. Bo to żaden szał w dzisiejszych czasach😉.

Nie dlatego, że Tesla sprzedała swoją technologię innemu operatorowi – bo robiła to już wcześniej (od 2023 roku).

Najciekawsze jest to, że jeden z największych operatorów publicznych ładowarek w Stanach Zjednoczonych, uznał najnowszą technologię Tesli za rozwiązanie warte wdrożenia w swojej sieci.

To pokazuje, że przewaga Tesli nie musi już wynikać wyłącznie z liczby sprzedanych samochodów. Coraz większą wartością staje się wiedza zdobyta podczas budowy i eksploatacji jednej z najbardziej niezawodnych sieci ładowania na świecie.

A jeśli kolejne firmy pójdą śladem EVgo, być może za kilka lat będziemy ładować samochody na stacjach różnych operatorów, nie zdając sobie nawet sprawy, że w ich sercu pracuje technologia opracowana przez Teslę. No ok, może będziemy sobie zdawać sprawę… bo w końcu żadne stacje na świecie nie wyglądają tak jak SuC Tesli. I chyba wyglądać nie będą…

Ten znany nam wszystkim kształt ładowarki chyba zostanie na zawsze kojarzony właśnie z firmą Tesla.

Fot. główna: x.comevgonetwork

Nowa generacja Superchargerów Tesli oficjalnie przekroczyła Atlantyk

Nowa generacja Superchargerów Tesli oficjalnie przekroczyła Atlantyk

To nie jest kolejna informacja o tym, że Tesla postawiła nowe ładowarki. To moment, który pokazuje, w jakim kierunku zmierza cała europejska infrastruktura ładowania. Na szczęście… bo w końcu nasze auta będą przyjmować coraz większe moce ładowania. I to nie jest już kwestia lat, to już kwestia miesięcy.

Norwegia jako pierwsza otrzymała w pełni funkcjonalny Supercharger V4 z nowymi szafami zasilającymi oferującymi moc do 500 kW. Przez ostatnie miesiące Europa widziała już charakterystyczne biało-czarne słupki V4, ale za elegancką obudową nadal pracowała elektronika znana z generacji V3. Efekt? Wyglądały nowocześnie, lecz realnie oferowały maksymalnie około 250 kW. Teraz sytuacja wreszcie się zmienia.

Nowe zasilanie i elektronika robią robotę

To rozróżnienie jest znacznie ważniejsze, niż mogłoby się wydawać. Wielu kierowców zakładało, że skoro na stacji stoi słupek V4, to korzystają już z najnowszej technologii Tesli. W rzeczywistości brakowało najważniejszego elementu całej układanki – nowych szaf zasilających stacje. Dopiero one tworzą to, co można nazwać “prawdziwym V4”.

Pierwsza taka lokalizacja powstała w Hellerudsletta pod Oslo. Do dyspozycji kierowców oddano 28 stanowisk, wyposażonych już nie tylko w nowe stacje, ale również całkowicie nową architekturę energetyczną. Stacja jest otwarta zarówno dla samochodów Tesli, jak i pojazdów innych producentów korzystających z europejskiego standardu CCS.

Ale wiecie co? Te 500 kW nie jest dziś rewolucją dla właścicieli Tesli.

Większość europejskich modeli Tesli i tak nie wykorzysta tak wysokiej mocy ładowania. Model 3, Model Y czy Model S pozostają samochodami opartymi na architekturze 400 V i ich maksymalne możliwości są znacznie niższe. Nawet gdy podłączymy je do najnowocześniejszego Superchargera świata, fizyki nie da się oszukać. 250 kW to MAX!

Dlaczego więc Tesla inwestuje w 500 kW?

Bo od kilku lat przestała budować sieć wyłącznie dla własnych samochodów.

To już biznes infrastrukturalny.

Na europejskich drogach pojawia się coraz więcej modeli korzystających z architektury 800 V. Porsche, Hyundai, Kia, Lucid, część modeli Grupy Volkswagen, XPENG, Zeekr czy kolejne chińskie konstrukcje, coraz częściej potrafią przyjmować ponad 300 czy 400 kW, a w niektórych przypadkach nawet więcej. Dotychczas na stacjach Tesli nie mogły w pełni rozwinąć skrzydeł. Nowa infrastruktura ma to zmienić.

To pokazuje bardzo ciekawą ewolucję samej Tesli

Jeszcze kilka lat temu Supercharger był przewagą konkurencyjną producenta samochodów. Dziś staje się usługą infrastrukturalną, która ma zarabiać również na klientach konkurencji. Im więcej marek będzie mogło ładować się szybko i bez ograniczeń, tym większe wykorzystanie całej sieci.

Nieprzypadkowo nowe szafy V4 obsługują jednocześnie aż osiem stanowisk ładowania. Oznacza to mniej urządzeń, prostszą budowę i niższe koszty całej inwestycji. Tesla od dawna próbuje upraszczać wszystko, co tylko się da – od produkcji samochodów po budowę fabryk. Teraz tę samą filozofię przenosi do infrastruktury ładowania. Według informacji przekazywanych przez przedstawicieli firmy, nowe rozwiązanie znacząco ogranicza koszty budowy pojedynczych stanowisk oraz upraszcza ich wdrażanie.

Co ciekawe, ten ruch zbiega się z kolejną zmianą

Kilka tygodni temu Tesla rozpoczęła wdrażanie w Europie prefabrykowanych stacji Folding Unit Supercharger. Zamiast budować każdą lokalizację od podstaw, coraz większa część infrastruktury powstaje fabrycznie, jako gotowy moduł, który po dostarczeniu na miejsce wystarczy rozłożyć i podłączyć. Dla kierowców to niemal niewidoczna zmiana. Dla firmy oznacza jednak, krótszy czas realizacji inwestycji, mniejsze koszty i szybszą rozbudowę sieci.

Oczywiście warto zachować odrobinę chłodnej głowy

500 kW wygląda imponująco na papierze, ale sama liczba nie ładuje samochodu. Rzeczywista moc zależy od temperatury akumulatora, poziomu naładowania, chemii ogniw i możliwości konkretnego modelu. Nawet auta zdolne przyjąć ponad 300 kW, utrzymują takie wartości zwykle przez stosunkowo krótki fragment sesji ładowania. To od dawna największy paradoks rynku elektromobilności – marketing uwielbia mówić o szczytowej mocy, podczas gdy kierowcę bardziej interesuje średnia moc przez całe ładowanie. Krzywa ładowania musi być jak najmniej krzywą – taki paradoks:). Wtedy auto naładuje się szybko.

Mimo to trudno nie odnieść wrażenia, że Tesla ponownie wykonuje ruch wyprzedzający

Tak było z siecią Supercharger ponad dekadę temu. Tak było z otwieraniem stacji dla innych marek. Teraz podobny scenariusz obserwujemy przy przejściu na architekturę gotową na samochody kolejnej generacji.

Czy 500 kW szybko stanie się standardem w całej Europie? Zapewne nie. Przed Teslą pozostają tysiące istniejących lokalizacji, które będą wymagały modernizacji. To proces rozłożony na lata, a nie miesiące. Jednak pierwszy krok został wykonany.

Nieprzypadkowo właśnie w Norwegii – czyli jak zwykle:)

Moc 500 kW… ale zobaczcie na te ceny?😉 Poza szczytem zaledwie 0,80 zł za 1 kWh. W szczycie 2,17 zł.

To rynek, który od lat pełni rolę laboratorium elektromobilności. Tam nowe technologie pojawiają się najwcześniej, tam najłatwiej sprawdzić ich działanie w praktyce i tam najwięcej można nauczyć się przed wdrożeniem na większą skalę.

Dla Polski ta informacja również ma znaczenie. Nie dlatego, że jutro zobaczymy u nas ładowarki 500 kW. Bardziej dlatego, że kierunek rozwoju europejskiej infrastruktury staje się coraz bardziej oczywisty. Operatorzy będą musieli przygotować się na samochody 800 V, wyższe moce, krótsze postoje i znacznie większy ruch. Tesla właśnie pokazała, że zamierza pozostać jednym z liderów tego wyścigu.

A historia elektromobilności wielokrotnie udowadniała, że największe zmiany zaczynają się od jednej, z pozoru zwykłej stacji. A potem… to już leci z górki, jak to się mówi😉!

WhatsApp WhatsApp us