EVgo stawia na technologię Tesli… najnowsze SuC V4 obsłużą jedną z największych sieci w USA.
Jeden z największych operatorów ładowarek w USA wybrał najnowszą technologię Tesli. To ważny sygnał dla całej branży elektromobilności.
Przez lata Tesla była kojarzona z zamkniętym ekosystemem. Produkowała własne samochody, rozwijała własne oprogramowanie i budowała jedną z najbardziej niezawodnych sieci szybkiego ładowania na świecie. Superchargery były czymś więcej niż infrastrukturą – stanowiły przewagę konkurencyjną marki. przez całe lata i od kiedy pamiętamy, a zajmujemy się EV już naprawdę długo😉.
Dziś ten obraz wygląda zupełnie inaczej. Choć nie jakoś diametralnie, bo można zaobserwować raczej ewolucję sieci niż nagłą rewolucję.
Najpierw Tesla otworzyła sieć Superchargerów dla samochodów innych producentów. Co niektórych mocno wkurzyło. Następnie standard NACS stał się dominującym złączem ładowania w Ameryce Północnej. Teraz pojawia się kolejny krok, który może mieć równie duże znaczenie dla rynku.
Amerykański operator EVgo rozpoczyna wdrażanie najnowszych szaf zasilających Tesla V4 Cabinet o dużej mocy. Sama sprzedaż technologii innym operatorom nie jest nowością – Tesla robi to od pewnego czasu. Nowością jest jednak fakt, że jeden z największych graczy na rynku publicznego ładowania, zdecydował się wykorzystać właśnie najnowszą generację rozwiązania opracowanego przez Teslę.
To pokazuje, że dziś konkurencja nie patrzy już na Teslę wyłącznie jak na producenta samochodów.
Coraz częściej postrzega ją jako dostawcę technologii. W tym przypadku całkiem niezłych ładowarek o unikatowym wyglądzie i ogromnej wręcz niezawodności. Przez lata jazdy po całej Europie „udało” nam się znaleźć zepsutą stację Tesli tylko raz. W Ljubljanie, przy okazji trasy do Chorwacji. Z bodajże 6 stacji – nie działały aż dwie. Co spowodowało niewielką kolejkę. Od tamtej pory mimo setek ładowań na stacjach Tesli, nigdy nie zdarzyła się już taka sytuacja.
500 kW robi wrażenie. Ale nie to jest najważniejsze
Liczba 500 kW brzmi imponująco i z pewnością będzie pojawiać się w nagłówkach wielu serwisów. Warto jednak pamiętać, że sama moc maksymalna nie jest tutaj najważniejszą informacją.
Obecne modele Tesli – Model 3, Model Y, Model S czy Model X – nie wykorzystują takich wartości. Ich maksymalna moc ładowania wynosi około 250 kW. Oznacza to, że nowe szafy zasilające nie sprawią nagle, że obecni właściciele Tesli, będą ładować samochody dwa razy szybciej.
Po co więc 500 kW?
Odpowiedź jest prosta – infrastruktura powstaje z myślą o samochodach, które będą jeździć po drogach za trzy, pięć czy dziesięć lat, a nie wyłącznie o tych, które kupujemy dzisiaj. Choć i wśród nich pojawiają się już auta, które jeśli chodzi o moce ładowania, potrafią przyjąć tak duże wartości.
Na razie jest ich niewiele, szczególnie na dość zamkniętym rynku amerykańskim, który stara się oprzeć chińskiej inwazji. Jednak zmieni się to w czasie i to dość szybko. Szczególnie kiedy producenci zaczną powszechnie stosować pakiety, takie jak najnowsze BLADE od BYD, czy Shenxing 2 od CATL. Te baterie bez problemu radzą sobie z mocą nawet 1000 kW. A mówi się o zwiększeniu ich możliwości co do mocy ładowania. Co ważne zarówno BYD, jak i CATL to jedni z największych producentów pakietów trakcyjnych do aut EV na świecie. Zatem to, że ich najnowsze baterie trafią do coraz większej ilości aut, jest tylko kwestią czasu.
Coraz więcej producentów rozwija też architekturę 800 V, a nowe platformy są projektowane z myślą o znacznie wyższych mocach ładowania. Tesla przygotowała swoje rozwiązanie właśnie na taki scenariusz. Choć dzisiejsze wersje V4 i ich możliwości wydają sie tylko etapem przejściowym w wyścigu do mocy przekraczających 1 MW.
To nie stacja jest najważniejsza
W wielu publikacjach można przeczytać o „Superchargerach V4”. W praktyce znacznie większe znaczenie mają jednak nowe V4 Cabinets, czyli „szafy mocy”, zasilające stanowiska ładowania.
To one odpowiadają za zarządzanie energią, rozdział mocy pomiędzy poszczególnymi stanowiskami, chłodzenie oraz współpracę z pojazdami o napięciu sięgającym około 1000 V.
Mówiąc prościej – „słupek” (stacja), który widzi kierowca, jest tylko końcówką całego systemu. Prawdziwa technologia znajduje się w szafach zasilających ukrytych na zapleczu.
I właśnie tę technologię zdecydowało się wykorzystać EVgo.
Dlaczego EVgo wybrało Teslę?
EVgo od lat rozwija własną sieć szybkiego ładowania i współpracowało z uznanymi producentami infrastruktury, takimi jak Delta Electronics. Nie była to więc firma, która dopiero wchodzi na rynek i szuka pierwszego dostawcy.
Jeżeli mimo to decyduje się na wdrożenie najnowszego rozwiązania Tesli, oznacza to, że za tą decyzją stoją konkretne argumenty biznesowe.
Nie chodzi wyłącznie o maksymalną moc.
Dla operatorów równie ważne są niezawodność, łatwość serwisowania, inteligentne zarządzanie energią, możliwość rozbudowy oraz stabilność działania całego systemu.
Bo z punktu widzenia kierowcy, dużo większe znaczenie ma ładowarka, która działa za każdym razem, niż taka, która na papierze oferuje rekordową moc, ale regularnie sprawia problemy.
Tesla coraz mocniej wchodzi do świata B2B
Jeszcze kilka lat temu przychody Tesli kojarzyły się przede wszystkim ze sprzedażą samochodów. Całkiem sporo mieli też z ładowania, czyli ze swojej ciągle rosnącej sieci Supercharger. I ten kierunek zdają się właśnie rzowijać coraz szybciej.
Właśnie dziś firma coraz mocniej rozwija działalność energetyczną. Megapacki, magazyny energii, systemy zarządzania energią czy infrastruktura ładowania stają się coraz ważniejszym elementem biznesu.
Sprzedaż technologii Supercharger innym operatorom doskonale wpisuje się w ten kierunek.
To rynek, który może rosnąć niezależnie od wyników sprzedaży samochodów.
Jeżeli kolejne firmy pójdą śladem EVgo, Tesla może stać się jednym z najważniejszych dostawców infrastruktury ładowania na świecie – nawet tam, gdzie kierowcy nigdy nie zobaczą charakterystycznego logo firmy na stacji.
Co to oznacza dla Europy?
U nas w Europie, jak na razie charakterystyczne stacje Tesli znajdziemy tylko na jej osobistych hubach ładowania. Choć jak widać na zdjęciu, Unia Europejska partycypuje w tworzeniu i powiększaniu sieci ładowania tej firmy. Warunkiem dopłat było to, aby sieć Tesli była dostępna dla innych marek aut EV, co stało się faktem w całej Europie.
Na razie współpraca dotyczy Stanów Zjednoczonych, ale trudno zakładać, że europejscy operatorzy nie będą uważnie obserwować efektów tego projektu.
Rynek ładowania rozwija się niezwykle szybko. Coraz większe znaczenie mają nie tylko moc i liczba stanowisk, ale również koszty eksploatacji, niezawodność oraz możliwość łatwego skalowania infrastruktury.
Jeżeli rozwiązania Tesli okażą się bardziej efektywne od konkurencji, zainteresowanie nimi może pojawić się również w Europie.
Nie byłby to pierwszy przypadek, gdy rozwiązanie opracowane przez Teslę wyznacza nowy kierunek dla całej branży.
Podsumowaniena sam koniec!
Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że to kolejny news o coraz szybszych ładowarkach.
Naszym zdaniem znaczenie tej informacji jest jednak znacznie większe.
Nie dlatego, że pojawiło się 500 kW. Bo to żaden szał w dzisiejszych czasach😉.
Nie dlatego, że Tesla sprzedała swoją technologię innemu operatorowi – bo robiła to już wcześniej (od 2023 roku).
Najciekawsze jest to, że jeden z największych operatorów publicznych ładowarek w Stanach Zjednoczonych, uznał najnowszą technologię Tesli za rozwiązanie warte wdrożenia w swojej sieci.
To pokazuje, że przewaga Tesli nie musi już wynikać wyłącznie z liczby sprzedanych samochodów. Coraz większą wartością staje się wiedza zdobyta podczas budowy i eksploatacji jednej z najbardziej niezawodnych sieci ładowania na świecie.
A jeśli kolejne firmy pójdą śladem EVgo, być może za kilka lat będziemy ładować samochody na stacjach różnych operatorów, nie zdając sobie nawet sprawy, że w ich sercu pracuje technologia opracowana przez Teslę. No ok, może będziemy sobie zdawać sprawę… bo w końcu żadne stacje na świecie nie wyglądają tak jak SuC Tesli. I chyba wyglądać nie będą…
Ten znany nam wszystkim kształt ładowarki chyba zostanie na zawsze kojarzony właśnie z firmą Tesla.
Tesla zrobiła coś, czego wielu się nie spodziewało. Darmowe ładowanie w obliczu nieszczęścia ale nie nie tylko dla swoich kierowców? Tak, w takich sytuacjach, już nie raz amerykański producent idzie z pomocą potrzebującym i zagrożonym.
Są sytuacje, w których biznes schodzi na dalszy plan. Tak było i tym razem.
Nie dlatego, że nagle przestaje się liczyć. Po prostu pojawia się coś ważniejszego. Nazwijmy to stanem wysokiego ryzyka.
Tak było już wielokrotnie podczas huraganów w Stanach Zjednoczonych, kiedy Tesla zdalnie odblokowywała dodatkową pojemność baterii w wybranych modelach aut lub uruchamiała darmowe ładowanie, dla osób uciekających przed żywiołem. Tym razem podobna historia wydarzyła się w Europie. I naszym zdaniem pokazuje ona coś znacznie ważniejszego niż kolejną akcję marketingową.
Pokazuje, jak powinna wyglądać odpowiedzialność firmy, posiadającej jedną z największych sieci ładowania na świecie.
Ogień nie pyta, jakim autem jeździsz?
Końcówka lipca przyniosła kolejne tragiczne pożary lasów w południowej Europie. Szczególnie trudna sytuacja panowała w części Hiszpanii i południowo-zachodniej Francji, gdzie wysokie temperatury, susza i silny wiatr stworzyły idealne warunki do błyskawicznego rozprzestrzeniania się ognia. W wielu miejscach konieczna była ewakuacja mieszkańców, a infrastruktura transportowa pracowała pod ogromną presją.
W takich chwilach samochód przestaje być gadżetem.
Staje się środkiem ratunku. I to dosłownie…
A energia w akumulatorze, oznacza możliwość bezpiecznego opuszczenia zagrożonego terenu.
Tesla otworzyła Superchargery dla wszystkich…
Tesla poinformowała, że od 29 lipca do 5 sierpnia wybrane stacje Supercharger we Francji i Hiszpanii będą oferowały bezpłatne ładowanie nie tylko właścicielom Tesli, ale wszystkim samochodom elektrycznym, które mogą korzystać z tej sieci.
To właśnie ten fragment całej historii zrobił na nas największe wrażenie. Bo przecież Tesla mogła ograniczyć pomoc wyłącznie do swoich klientów.
Nie zrobiła tego.
Jeżeli ktoś ucieka przed pożarem Hyundaiem, Kią, BMW, Mercedesem, Volvo czy Renault, marka samochodu nagle przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.
Liczy się człowiek.
I możliwość szybkiego naładowania auta.
Może to złośliwe, ale ciśnie się na usta jedno pytanie… mianowicie – czy może znany jest komuś fakt darmowego tankowania benzyny czy diesla w takich okolicznościach? Gdziekolwiek? Kiedykolwiek? No właśnie…
Bo tak właśnie wygląda dojrzała elektromobilność, a wałściwie odpowiedzialna…
Jeszcze kilka lat temu wielu krytyków przekonywało, że zamknięte sieci ładowania będą największym problemem elektromobilności.
Tymczasem Europa zmieniła się bardziej, niż można było oczekiwać.
Dzisiaj ogromna część europejskich Superchargerów jest dostępna również dla samochodów innych producentów za pomocą aplikacji Tesla. To efekt strategii, którą firma rozwija od kilku lat, otwierając swoją infrastrukturę dla kolejnych marek. Dlatego decyzja o darmowym ładowaniu wszystkich pojazdów nie wymagała budowania nowego systemu.
On już istniał.
Trzeba było jedynie zdjąć opłatę.
To więcej niż marketing i to zdecydowanie
Oczywiście znajdą się osoby, które powiedzą:
„To świetna reklama Tesli.”
I trudno się z tym nie zgodzić. Ale są kampanie reklamowe, których nikt nie chciałby organizować. Pożary, ewakuacje i zagrożenie życia mieszkańców nie są wydarzeniami, na których ktokolwiek chciałby budować wizerunek. Chyba żeby był niespełna rozumu. Bo takie akcje kończą się raczej ogólnym hejtem a nie sukcesem. Nie można budować wizerunku firmy na ludzkim nieszczęściu. Takie próby zawsze kończą się źle. Teraz w Europie, szczególnie we Francji i Hiszpanii, gdzie szaleją pożary trzeba było działać szybko.
Bo w takich sytuacjach liczy się czas.
Jeżeli firma może realnie pomóc, to powinna to zrobić.
Tesla właśnie to zrobiła.
Czy inni operatorzy pójdą tą samą drogą?
To chyba najciekawsze pytanie. Europejski rynek ładowania staje się coraz bardziej dojrzały.
IONITY, Fastned, Electra, Allego, Atlante czy inni operatorzy dysponują dziś tysiącami punktów ładowania.
Czy w przyszłości podobne procedury staną się standardem podczas klęsk żywiołowych?
Mamy nadzieję, że tak. Naszym zdaniem powinny i to zdecydowanie.
Bo wyobraźmy sobie sytuację, w której podczas powodzi, pożaru albo huraganu wszyscy operatorzy jednocześnie udostępniają swoje ładowarki bez opłat.
Nagle okazuje się, że infrastruktura energetyczna staje się elementem systemu bezpieczeństwa państwa. I to dosłownie. Nie myślisz o kartach, ani kontach, RFID jest nieważne. Podjeżdżasz i podpinasz swojego EV – ładujesz – uciekasz, jak najdalej od nieszczęścia, które może zagrozić Tobie i twojej rodzinie.
I właśnie w tym kierunku chyba zmierzamy. Przynajmniej mamy taką nadzieję…
Elektromobilność zaczyna dojrzewać… z roku na rok coraz bardziej
Od lat powtarzamy, że prawdziwa rewolucja w elektromobilności nie polega wyłącznie na większych bateriach, szybszym ładowaniu czy coraz dłuższym zasięgu.
Polega na tym, że samochód elektryczny przestaje być ciekawostką.
Staje się normalnym środkiem transportu.
A gdy dochodzi do sytuacji kryzysowej, cała infrastruktura zaczyna działać dokładnie tak, jak oczekujemy od każdej krytycznej sieci.
Bez względu na logo na masce.
Na koniec jedna refleksja
Jeszcze kilka lat temu dyskutowaliśmy głównie o tym, czy samochodem elektrycznym da się pojechać na wakacje.
Dzisiaj widzimy, że ta sama infrastruktura może pomagać ludziom uciekającym przed żywiołem.
To pokazuje, jak bardzo zmienił się świat elektromobilności. I chyba również to, że dojrzałość rynku mierzy się nie tylko liczbą nowych ładowarek.
Czasami wystarczy jedna decyzja.
Taka, która sprawia, że w najtrudniejszym momencie, nikt nie musi zastanawiać się, czy będzie go stać na kolejne kilowatogodziny. Czy da radę uciec. Bo być może w jego domu, który w tym momencie trawią języki ognia, zostawił wszystko. Dokumenty, karty, telefon. Nie ma nic oprócz swojego auta. Jednak może liczyć na wsparcie w postaci darmowego ładowania, aby uciec i uratować życie. Tego nie da się policzyć, w sensie pieniędzy. Taka pomoc jest bezcenna.
Dziś robi to Tesla, jak wiele razy wcześniej. Mamy jednak nadzieję, że inni również pójdą w jej ślady. Bo zarabianie jest ważne, ale w życiu są rzeczy znacznie ważniejsze niż słupki w exelu i duży zysk na koniec kwartału. Te rzeczy są niepoliczalne i mierzą się ilością uratowanego zdrowia i życia ludzi…
Tesla przyspiesza globalną elektromobilność. Analiza danych Supercharger za Q1 2026. To naprawdę robi wrażenie!
Skala, która zaczyna definiować rynek.
Tesla po raz kolejny udowadnia, że infrastruktura ładowania przestaje być dodatkiem do elektromobilności – a staje się jej fundamentem.
Dane za pierwszy kwartał 2026 roku pokazują jednoznacznie: sieć Supercharger weszła w fazę operacyjnej skali, która jeszcze kilka lat temu była nieosiągalna. • 53 miliony sesji ładowania w jednym kwartale • około 565 000 ładowań dziennie • wzrost liczby sesji o ~26% rok do roku
To nie jest już infrastruktura „dla użytkowników Tesli”. To jest globalny system energetyczny dla transportu.
2 500 nowych punktów – ekspansja która nie zwalnia!
W Q1 2026 Tesla uruchomiła około 2 500 nowych stanowisk ładowania (stalls) .
W branży liczy się nie tylko liczba lokalizacji, ale realna przepustowość sieci.
Każda nowa stacja ładowania to: • większa dostępność, • krótsze kolejki, • wyższa skalowalność systemu.
W praktyce oznacza to jedno. Tesla rozwija sieć szybciej, niż rośnie liczba pojazdów elektrycznych. To strategiczna przewaga, której konkurencja nadal nie nadrobiła. Nowo powstałe Superchargery, to już nie miejsca z 4 stacjami ładowania, ale najczęściej z 12, 16 lub nawet 24 pojedynczymi stacjami o mocy 250 kW każda. Na zachodzie Europy (czytaj w krajach bardziej cywilizowanych energetycznie), jest jeszcze lepiej. Można tam znaleźć Superchargery wyposażone w 28, 32 a nawet 48 stanowisk do ładowania aut elektrycznych. Tak – aut elektrycznych a nie samych Tesli. Te czasy minęły już bezpowrotnie.
Avignon we Francji może pochwalić się ogromną stacją Supercharger. Aż 32 ładowarki są do dyspozycji gości. Tu jeszcze w wersji V3.
Energia na poziomie państw
Warto spojrzeć szerzej. Sieć Superchargerów dostarcza już energię na poziomie, który zaczyna mieć znaczenie makroekonomiczne. • ok. 1,8 TWh energii dostarczonej kwartalnie (+22% r/r) • aż 6,7 TWh w skali roku 2025 (rekord)
Dla kontekstu: to poziom zużycia energii porównywalny z małymi krajami lub dużymi aglomeracjami.
To już nie jest infrastruktura „transportowa”. To element systemu energetycznego.
53 miliony sesji to coś więcej niż liczba
53 miliony sesji ładowania w kwartale, to nie tylko imponujący wynik statystyczny.
To dowód na trzy fundamentalne zmiany:
Elektromobilność przeszła w fazę masową
Nie mówimy już o adopcji. Mówimy o eksploatacji na ogromną skalę.
Supercharger przestał być wsparciem – jest kręgosłupem
Tesla stworzyła system, który: • umożliwia podróże długodystansowe, • redukuje bariery wejścia dla nowych użytkowników EV, • stabilizuje doświadczenie użytkownika.
Dane operacyjne zaczynają mieć wartość strategiczną
Przy takiej liczbie sesji Tesla zbiera ogromne ilości danych: • profile ładowania, • obciążenie sieci, • zachowania użytkowników.
To przewaga, której nie da się szybko skopiować.
Technologia: V3, V4 i przyszłość ładowania
Rozwój sieci to nie tylko liczba punktów, ale też ich jakość.
Obecnie Tesla rozwija infrastrukturę w kierunku standardu V4: • moc nawet do 500 kW • wsparcie dla architektury 800 V • przygotowanie pod obsługę pojazdów innych producentów
To kluczowy moment dla całej branży – bo oznacza realne otwarcie sieci.
Tesla przestaje być tylko producentem aut. Staje się operatorem infrastruktury. I to na niespotykaną do tej pory skalę.
Wpływ środowiskowy – konkretne liczby
Rozwój sieci Supercharger przyczynia się do realnej redukcji emisji: • ok. 3,4 miliarda kg CO₂ mniej w naszym powietrzu
To jeden z niewielu przykładów, gdzie infrastruktura transportowa ma bezpośrednio mierzalny wpływ klimatyczny na globalną skalę.
Podsumowanie: punkt zwrotny elektromobilności
Q1 2026 nie jest kolejnym „dobrym kwartałem”.
To moment, w którym infrastruktura: • dogoniła skalę rynku, • zaczęła ją napędzać, • i jednocześnie stworzyła przewagę trudną do skopiowania.
Tesla nie tylko produkuje samochody elektryczne. Buduje globalny system energetyczny dla transportu.
I to właśnie ten element może zadecydować o przyszłości całej branży. nawet u nas w kraju, do niedawna mocno zaniedbywanym przez amerykańskiego producenta, sytuacja jeśli chodzi o ilość Superchargerów, znacząco się polepsza i to właściwie z miesiąca na miesiąc.
Zajawka – LinkedIn
Tesla osiąga poziom operacyjnej skali, który redefiniuje sektor elektromobilności.
53 mln sesji ładowania kwartalnie i 2 500 nowych punktów to nie tylko wzrost – to dowód, że infrastruktura stała się kluczowym aktywem strategicznym.
W artykule analizuję, co te dane oznaczają dla rynku, konkurencji i przyszłości transportu.
Tesla Supercharger czyli jak przebiegała ewolucja globalnej sieci ładowania i ekspansja na Arktykę. To akurat najnowszy News. Tesla postanowiła postawić swoje stacje tam, gdzie temperatury, delikatnie mówiąc nie rozpieszczają.
Tesla od ponad dekady rozwija swoją sieć Superchargerów, przekształcając sposób, w jaki użytkownicy pojazdów elektrycznych postrzegają mobilność na długich dystansach. Dzięki nieustannemu rozwojowi technologii i infrastruktury, Tesla nie tylko zrewolucjonizowała rynek EV, ale także ustanowiła nowe standardy w zakresie ładowania pojazdów elektrycznych.
Początki: Od Kalifornii do globalnej sieci
Pierwsze stacje Supercharger zostały uruchomione 24 września 2012 roku w Kalifornii, zaledwie kilka miesięcy po rozpoczęciu produkcji Modelu S. Początkowo obejmowały pięć lokalizacji, oferując bezpłatne ładowanie dla właścicieli Modelu S. Celem było umożliwienie podróży na długich dystansach bez emisji spalin, co stanowiło odpowiedź na obawy dotyczące zasięgu pojazdów elektrycznych.
Globalna ekspansja: Kluczowe kamienie milowe
Od 2012 roku sieć Superchargerów dynamicznie się rozwijała:
• 2014: Uruchomiono 100. stację Supercharger.
• 2017: Sieć osiągnęła 1 000 stacji z 7 000 punktami ładowania.
• 2021: Przekroczono 30 000 punktów ładowania w ponad 3 000 lokalizacjach.
• 2024: Tesla otworzyła około 1 000 nowych lokalizacji, zwiększając liczbę stacji do ponad 6 975, co stanowiło 17% wzrost w porównaniu do poprzedniego roku.
• Styczeń 2025: Sieć obejmuje ponad 7 000 stacji z ponad 65 800 punktami ładowania na całym świecie, z głównym rozmieszczeniem w Azji i Pacyfiku (ponad 2 800 stacji), Ameryce Północnej (ponad 2 800) i Europie (ponad 1 300).
Innowacje technologiczne: Od V1 do V4
Tesla nieustannie udoskonala technologię ładowania:
• Supercharger V1 i V2: Początkowo oferowały moc do 120 kW, umożliwiając szybkie ładowanie pojazdów.
• Supercharger V3: Wprowadzony w 2019 roku, oferuje moc do 250 kW dzięki zastosowaniu PowerPacks o mocy 1 MW i kabli chłodzonych cieczą. Dodatkowo, aktualizacje oprogramowania pozwalają na wstępne podgrzewanie baterii podczas nawigacji do stacji, co skraca czas ładowania o około 25%.
Stacje ładowania Tesli często znajdziemy obok autostrad, na przykład na stacjach benzynowych, lub tuż obok nich. Czasami jednak, musimy zjechać nawet 2-3 kilometry z autostrady, aby się naładować. Tu – Supercharger, tuż obok stacji Shell w Chorwacji.
Najnowsza wersja stacji Tesli ma ogromne możliwości. Mówi się o mocach rzędu 500 kW i więcej. Jednak tak duża moc, musi znaleźć odbiornik w postaci auta elektrycznego. W tej materii, niestety przynajmniej Europa może się poszczycić samochodami których możliwości kończą się na około 330 kW.
Wstępne informacje, co do zwiększenia mocy ładowania na Superchargerach czwartej generacji, mówią o mocy 350 kW, i wydają się wielce prawdopodobne. Oczywiście możliwość techniczna aby stacja ładowała mocami 500 czy 600 kW jest bardzo ważna. Tesla w przyszłości, kiedy moce będą powiększane, a zapewne do tego dojdzie, nie będzie musiała wymieniać swoich ładowarek. Dlatego tak duży „zapas” mocy dziś, będzie na wagę złota jutro, kiedy wejdą nowe standardy ładowania ze zdecydowanie większymi mocami.
Ekspansja na Arktykę: Nowe wyzwania i możliwości
W odpowiedzi na wyzwanie rozszerzenia sieci Superchargerów na Arktykę, zespół Tesla Charging ogłosił: „Challenge accepted”. Ekspansja na ten region wiąże się z unikalnymi wyzwaniami, takimi jak ekstremalne warunki pogodowe i ograniczona infrastruktura. Jednakże, sukcesy Tesli w budowie stacji w trudnych warunkach, takich jak trasa do bazy pod Mount Everest, świadczą o zdolności firmy do realizacji ambitnych projektów.
Otwarcie sieci dla innych producentów
Kilka lat temu, Tesla rozpoczęła pilotażowy program udostępniania swojej sieci Superchargerów właścicielom pojazdów innych marek w wybranych krajach. Inicjatywa ta ma na celu zwiększenie dostępności szybkiego ładowania i przyspieszenie adopcji pojazdów elektrycznych na całym świecie. Nie wszystkim się to podoba (chodzi o właścicieli aut marki Tesla) ale cóż, życie jest jakie jest a amerykański producent musiał dostosować się do wymogów prawnych i udostępnić stacje firmom trzecim. Bez tego kroku przepadłyby wielomilionowe dotacje, na które tesla się załapała, zmieniając swój model działania, jeśli chodzi o ładowarki.
Podsumowanie: Tesla jako lider w infrastrukturze EV
Tesla, dzięki swojej sieci Superchargerów, ustanowiła nowe standardy w zakresie ładowania pojazdów elektrycznych. Nieustanny rozwój technologii, globalna ekspansja i innowacyjne podejście do infrastruktury sprawiają, że Tesla pozostaje liderem w dziedzinie elektromobilności. Ekspansja na Arktykę stanowi kolejny krok w realizacji wizji globalnej dostępności zrównoważonej mobilności.
Oby również u nas w Polsce, prace nad rozwojem sieci Supercharger przyśpieszyły znacząco. Co do aut Tesli, to przybywa nam ich co roku dość znacząca liczba. Mówi się, że w 2024 wyjechało 1800 nowych salonowych Tesli na nasze polskie drogi. Dodajmy do tego import aut używanych. A liczba naszych polskich Superchargerów to zaledwie 14!!!
Dla porównania we Włoszech znajdziemy 66 lokalizacji z Superchargerami a Hiszpanii liczba ta to 76. Nie wspomnę, żeby Was nie denerwować, że Niemcy to ponad 200 lokalizacji tak jak i Francja. Jak widać dzieli nas od tych krajów prawdziwa elektromobilna przepaść.